Być po prostu

Kolejny tydzień oddechu, skupiania się, łapania chwili na praktykę. Kolejny tydzień zimy, deszczowej, chłodnej, odzierającej ze słońca. Jestem ciepłolubna, nie przepadam za upałami, ale zimy nie lubię. Jest taka zimna, mimo, że tegoroczna niewiele ma wspólnego z zimą jaką znam z przeszłości. Las stał się jakiś taki odległy, nie po drodze mi do niego w taką pogodę. Kolejna już infekcja daje o sobie znać. To nie jest mój czas, czekam na marzec, kwiecień… czekam na wiosnę. Choćby i chłodną to jednak wiosnę, z listkami, budzącym się życiem, kiełkującą zielenią… słońcem, które nie ucieka za horyzont w porze podwieczorku. Czekam na słoneczne poranki, kawę pitą na balkonie i na ten zapach. Zapach wiosny.

Czekam już chwili kiedy dzieciaki przyodzieją nowe kalosze i będą taplać się w kałużach. Jakaż jestem ciekawa czy brat pójdzie w ślady siostry i zamiast grzebać weń patykiem będzie przelewał błoto przez palce.

Czekam już chwili kiedy złapię aparat i pójdę w las bez celu. Znajdę w nim życie, niezaprzeczalne niepodważalne, wyjątkowe.

Zamiast czekać żyj powiecie. Żyję, bardziej prawdziwie niż kiedykolwiek, doświadczam, uczę się, poznaję. Wychodzę i wracam. To tu to tam. Nie rozsiadłam się jeszcze, nie delektuję się… na razie smakuję. Cieszę się z tych pierwszych kroków. Coś w środku podpowiada, że już powinnam, bardziej, szybciej, sprawniej… no dobrze dziękuję, ja jednak zostanę przy tym co mam. Czy chciałabym coś zmienić? No pewnie, że tak. Nie lubię stać w miejscu, cały czas zmieniam, wszak każda chwila jest inna i niepowtarzalna, każdy kadr ma inną historię, każdy oddech biorę w nowej niepowtarzalnej chwili.

A gdyby jutra miało nie być? Jakie byłoby moje dziś?

A gdyby jutra miało nie być? Z czego najbardziej bym się cieszyła?

A gdyby jutra miało nie być? Czego najbardziej bym żałowała?

Doświadczać każdej chwili, cieszyć się drobiazgami, widzieć ludzi wokół i być realnie. Wirtualny świat nie jest dla mnie. Wiem to. Walczyłam już z mediami społecznościowymi, walczyłam ze śledzeniem lokalizacji. Próbowałam żyć offline ale nie potrafię, nie chcę. Mam tu swoje miejsce, być może ostatnimi czasy dość często się przeprowadzałam, ale jestem. Niby w sieci, a jednak nie daję się usidlić. Kiedy czuję przesyt mówię dość!

Męczy mnie nadmiar. Męczy mnie przymus. Z tego rezygnuję. Wolę być tu i teraz, niż tam ze zdjęciami osób, z którymi dawno nic mnie nie łączy. Kogo tam online realnie obchodzi co u mnie? Kto z serca zapyta jak się czuję, co mnie martwi, cieszy? Jasne, istnieją takie osoby, ludzie prawdziwi, obecni, to jednak mniejszość w większości. Trochę to smutne. Z drugiej strony to wybór każdego z nas.

Lubię zapach świeżo zmielonej kawy, ale nie przepadam za zapachem kawy zaraz po zalaniu jej wrzątkiem. Lubię zapach książek, nie wszystkich co prawda, ale większości. Lubię zapach imbiru. Najbardziej jednak lubię złapać tę chwilę i cieszyć się nią, nie ominąć, nie przegapić. Być.

Może warto powiesić sobie przypominajkę, gdzieś w widocznym miejscu: po prostu bądź!