stopklatka

Co mówią do mnie emocje, o co wołają… język wydaje się być znany, a jednak czasem ciężko dokopać się do tego, co autor miał na myśli. Czerwona strefa, kłębiące się oceny… gdyby tak puścić, zostawić z tyłu niech się kłębią, beze mnie… i zatrzymać się. Nie, nie zamrozić, zatrzymać… Jesień już w pełni rozkwitu, nie da się temu zaprzeczyć… nie pozwolą na to ani chłodne, zimne wręcz poranki, ani mieniące się złotem brzozy. Czekałam na nią, tegoroczne lato nie było moje, choć egzemplarz ze mnie wybitnie ciepłolubny pragnęłam już łagodnego słońca, pobudek z chłodem zamiast rażącym gorącem. Nasza dzienna gwiazda dała mi się w tym roku bardzo we znaki.

Wieczorny spacer, las i cisza. Aż niewiarygodna cisza i spokój. Nie wcale nie we mnie, wokół. Niesamowite. A najbardziej niesamowite było to dostrzec, zauważyć. Niczym pauza w filmie… tylko ja, my nadal w ruchu. Bezruch w przyrodzie to rzecz niebywała. Otwierasz oczy szerzej i szerzej, z niedowierzania, to aż poraża… jest … [ocena] … a gdyby tak bez oceny? Wczoraj nie oceniałam, byłam tam, patrzyłam, chłonęłam. Totalny bezruch. Od wiosny do późnej jesieni… nawłoć, to ona mnie zatrzymała, ale i trawy i akacja (tak wiem to nie akacja tylko robinia akacjowa) … bezruch. Zdumienie i spokój, bez ocen. One tam sobie stoją… rosną, by później uschnąć i wiosną obudzić się znowu do życia. Są chwile, gdy targa nimi wiatr, są chwile gdy oplata szron, czasem mokną, czasem pali je słońce… są tam do chwili gdy przychodzi pora się wyciszyć, zatrzymać, zasnąć. Bez względu na to co wokół, są.

Dziękuję, jestem wdzięczna, że mogłam to zobaczyć. Zatrzymać się i dostrzec coś tak niesamowitego. 

Tak wiem, każde zdjęcie jest zatrzymaniem czasu na ułamek sekundy, ale to zatrzymanie dzieje się za pomocą mojego palca naciskającego na spust migawki… to nie natura. Tutaj czas zatrzymała przyroda… nie czas, a raczej obraz, na chwilę… na kilka chwil… niemierzalnie. Czas płynął, płynie… tylko ode mnie zależy jak wiele zobaczę zatrzymując się na chwilę.

A tak z innej ale jakże bliskiej bajki… to samo zatrzymanie sprawia, że potrafimy przełamywać schematy. To co do tej pory działo się z automatu dostaje czerwone światło. Jak to się dzieje, że nagle zaczynamy dostrzegać i reagować. Zatrzymuję się i uświadamiam, że coś co było normą już mi nie pasuje. Robię krok dalej, wybieram nową drogę… jakoś tak po prostu, bez wysiłku. Ten krok uszczęśliwia, dodaje mocy, rozpala uśmiech i błysk w oku. Chodź, posiedzimy razem… choć każdy zanurzony w swoim świecie, tak właśnie może wyglądać nasz świat. Czasem każdy ma swoją bajkę, ale bajki lubią się uzupełniać, wybrzmiewać. Nie ma już we mnie obaw, poranek podbarwiony dziecięcym uśmiechem brzmi ciepło i puchato. 

Dobrej nocy.