Szary waść

Listopad, mój odwieczny postrach. Nadchodzi niepostrzeżenie, czai się i grozi… Żartuję! Nie lubię listopada – jest szary, zimny i ponury. To czyste przeciwieństwo mojego ukochanego maja. Kiedy zieleń wybucha pełną gamą odcieni, dzień jest już wyraźnie dłuższy, słońce przyjemnie otula, nie porażając lipcowym żarem… Maj… no ale, ja tu o listopadzie tym razem. Brak liści, brak życia, bynajmniej tego roślinnego, co raz mnie kadrów w moim klimacie. Pamiętam jak trzy lata temu modły do brzucha swego odprawiałam, by już zmalał… niech się tylko w listopadzie nie urodzi, błagam … no kto się rodzi w listopadzie, ludzie?! Na szczęście się wyrobił, przed terminem, przed listopadem, zdążył w październiku – niemal w ostatniej chwili. Ulga.

Jestem uprzedzona, wiem. Tak, wiem też, że uważność to życie chwilą obecną i czerpanie z tego co jest, to bycie dla siebie dobrym w trudnych chwilach, a to zdecydowanie trudne dla mojej zielonej duszy… Wszystko wiem, ale i tak nie lubię, chcę grudnia… jak co roku z końcem października.

Tym razem jednak spróbuję inaczej.

Tegoroczny listopad to jedno wielkie wyzwanie, mało że jest po prostu listopadem co już jest straszne to gratis czeka mnie mnóstwo stresu, który spróbuję złagodzić… wykorzystać to czego się nauczyłam iście profilaktycznie. Zmasowany atak współczucia, ciepła i otulenia… praktyka, praktyka, praktyka! Zimno, szaro i mokro w połączeniu z kilkoma koniecznymi i ważnymi spotkaniami z wężem eskulapa to dużo, dużo stresu. Nie żeby wąż ów mnie stresował, uwielbiam… ale w nieco innych okolicznościach poproszę. W każdym razie spróbuję, spróbuję skupić się na jednym. Zostawię całą resztę i przeżyję ten miesiąc, nie przetrwam – przeżyję całą sobą. Ile będę potrafiła. A nóż okaże się, że listopad potrafi być piękny, nawet mimo trudności.

Jest szesnasta trzydzieści, za oknem mrok… wilgoć nie daje wyschnąć pachnącym jasnym barwom złapanym spinaczami na balkonie… jedyne co wyschnąć by chciało… pozostałe barwy czekają już tylko by osunąć się i gładko wylądować na mokrej trawie. Szykując tym samym pole do popisu dla wspomnianego szarego pana

Trudno doszukiwać się ludzkiej twarzy w miesiącu, w konkretnym okresie w roku… to już chyba byłaby przesada… ale ja się uśmiecham, uśmiecham do tego co mnie czeka.

Przybywaj, czekam. Jestem gotowa. 

Obraz jwvein z Pixabay