Jowisz na horyzoncie

Wakacyjne przygody z plastikowym cudem zwanym Nuvo jSax uruchomiły we mnie pragnienie, by nauczyć się grać na saksofonie, takim prawdziwym z krwi i kości 😉 Nie, nigdy nie byłam szczególnie muzykalna, w sensie grania bo muzyka była ze mną od wczesnych lat, od dziecka mój i brata pokój wytapetowany był plakatami Metallicy, Iron Maiden, Guns ‘n Roses, AC/DC i innych przedstawicieli mocnego brzmienia. Moja pierwsza kaseta to właśnie album AC/DC “Highway to Hell”… to były czasy! Kiedy na ulicy koszulkę zespołu metalowego mógł nosić tylko człowiek znający pełny skład zespołu i dyskografię, nie ważne – dziecko czy nastolatek… inaczej kiedy spotkał takowego w koszulce starszy wiekiem metal miało się nie lada problemy. Także tak, moja przygoda z muzyką to głównie słuchanie ciężkiego brzmienia… gdzieś tam w międzyczasie pojawiły się łagodniejsze klimaty okresu dojrzewania, ale sercem na zawsze zostałam z Metallicą, by w 1999 roku zagościć na koncercie na Stadionie Gwardii w Warszawie… To było coś!

A gra na instrumentach? No jasne, że w życiu grałam na instrumentach muzycznych… na flecie prostym grałam, a że napisałam liczbę mnogą… no tak, bo miałam pewnie ze dwa w życiu, przecież to plastikowe było za czasów mojej podstawówki, więc zapewne przez kilka lat w szkole się wzięło i zużyło 🙂 Nie, nigdy nie miałam wrażenia, że jestem uzdolniona muzycznie, raczej przeciwnie… No ale, podczas prób gry na Nuvo JSax okazało się, że jednak coś tam się we mnie tli…

Saksofon zawsze był dla mnie instrumentem elitarnym, niedostępnym… takim wow, że aż! No ale mnie naszło i co poradzić… mówi się w minimalizmie, że zanim coś kupisz poczekaj, odczekaj, prześpij się z tym długie kilka nocy… Nie nie, ja nie o zakupach teraz, ale naszło mnie na całego i nie wyszło z myśli emocji i pragnień by jednak nauczyć się grać… z (i tu jestem grubo zdziwiona) przekonaniem, że się nauczę, że jestem w stanie, że nie ma zmiłuj! Elitarny instrument stał się dostępny i w sam raz dla mnie. Tak, dla mnie!

Trzy tygodnie temu rozpoczęła się moja przygoda z saksofonem.

 

Skromnie, bo przy małych dzieciach, jednym małym drugim nieco większym nie jest to łatwe… instrument jest głośny, więc wieczory odpadają… Póki co ćwiczę zadęcie, testuję, zapoznaję się… idę w dobrą stronę, bo dźwięki są co raz bardziej czyste… Szukam, słucham, oglądam, czytam… Towarzyszy mi w tym szanowny pan Jowisz… a konkretnie Jupiter JAS 700Q … saksofon altowy. Zakochałam się w grze Daniele Vitale… obiecałam młodemu, że kiedyś zagram mu “Dance Monkey“, które tak uwielbia… tak jak Daniele… zagram, no ja nie zagram?!

Jestem gatunkiem, który potrzebuje zrozumieć – od A do Z pojąć to czego się uczy, nie wyłącznie odwalić pamięciówę, po prostu muszę zrozumieć, poczuć… Tak jak kiedyś na licencjacie dostałam 6 z kolokwium z fizjologii… wykładowca powiedział, że wie, że nie ma oceny 6 na studniach, ale patrząc na to co napisałam po prostu nie mógł inaczej… Fizjologia była dla mnie czarną magią, bania bania… w końcu postanowiłam, że ja się tego nauczę, że ja to zrozumiem. Zasiadłam więc obstawiona podręcznikami i widać zrozumiałam 🙂 Od wtedy fizjologia nie miała przede mną tajemnic, czegokolwiek się uczyłam było już o wiele łatwiejsze i zrozumiałe. To jest mój sposób, zrozumieć, inaczej się nie biorę… Tak więc podobnie mnie naszło i w przypadku saksofonu… w dzień podejmuję próby dęcia… poznawania aplikatury saksofonowej, póki co bez większego ładu i składu… wieczorami za to czytam, uczę się i zaczynam rozumieć teorię muzyki… Mnie tak w podstawówce nauczyli do re mi fa i na tym właściwie mogę zakończyć wywód… teraz poznaję prawdziwą teorię muzyki, póki co dobrnęłam do metrum. Posiłkuję się książkami “Teoria muzyki dla bystrzaków” Michael Pilhofer, Holly Day, “Szkoła na saksofon” Tadeusz Hejda i póki co obecne ale chwilowo czekają na swój czas “Gamy i pasaże na saksofon” zeszyt 1+2, Ryszard Żołędziewski. Powiem szczerze, że mnie to wciągnęło, serio. Czytam to i pojmuję, czytam i zaczynam widzieć na pięciolinii coś więcej niż kółeczka z ogonkami…

Wkręciłam się, jestem zafascynowana…

Zrobiłam tu sobie specjalne czarne miejsce na moje saksofonowe przygody… będę się dzieliła postępami… Zobaczymy jak to wyjdzie, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i nakręcona, więc nie może być inaczej niż do przodu 🙂

Do usłyszenia i zobaczenia zatem 🙂

Comments (0)

Leave a comment

Your email address will not be published.