Praktyka wdzięczności

Listopad się skończył, kończy się grudzień – rok się kończy… przeżyłam, żyłam, żyję… żyjemy. Oczywiście, że nie było kolorowo i perfekcyjnie, ale jak miałoby być przy takim obciążeniu. Odpuściłam sobie wszelkie osądy. Grunt, że od kilku dni dzień staje się co raz dłuższy i za chwilę (bo ja to czuję już w styczniu) będziemy mieć dzień odczuwalnie jaśniejszy i dłuższy. Tak długo czekaliśmy z panem Piotrem na koniunkcję Jowisza z Saturnem, że jak już nastała okazało się, że planety owszem cudnie połączone ale zupełnie z drugiej strony świata i z balkonu nic nie wypatrzymy… więc teleskop dzielnie kwitnie zakopany głęboko 😉 a że powinniśmy się wybrać w plener… no może i byśmy gdyby nie wszechogarniające chmury wieczorową porą, przecież mamy grudzień czas na deszcze 🙂

Praktykę wdzięczności znam od kilku lat, praktykuję z przerwami… ostatnio do niej wróciłam. Wróciłam z dziećmi u boku. Leżąc już w łóżku wymieniamy (na ten moment) po trzy rzeczy za które jesteśmy tego dnia wdzięczni, każdy ma swoje trzy rzeczy. Młodsze me dziecię lat 3 przez kilka dni wdzięczne było za spanie… dziś za to nastąpił przełom, wymienił kilka rzeczy, które go cieszyły… Nie będę wnikała w szczegóły, rzecz w tym, że zabrzmiało to bardzo ciepło i puchato i wcale nie powiedział że jest wdzięczny za słodkie elementy dnia… dziękował za zabawę i obecność ludzi w jego życiu (nie dosłownie). Starsza, od dawna zająca tę praktykę, od dawna też ma bardzo zróżnicowaną wdzięczność. Cieszę się. To cudowna praktyka pozwalająca mimo trudów dnia dostrzec i zakodować na dobranoc rzeczy przyjemne.

Nadciąga nowe, Nowy Rok… właściwie nie wiem dlaczego pisany z dużej litery… nowe wyzwania.

U mnie właściwie nowe zaczęło się najpierw od saksofonu, teraz od gitary… sąsiedzi się ucieszą, gitara elektryczna jest zdecydowanie niesłyszalna w porównaniu z saksofonem. Ku memu smutkowi… muszę dać czasowi czas, nadejdzie wkrótce chwila kiedy wrócę do mojego Jupitera! Na teraz dzielnie ćwiczę gamę i palcowanie po strunach… aż pewnego pięknego dnia podzielę się filmikiem z grą, którą grą nazwać będzie można. Póki co nie odpuszczam i ćwiczę codziennie… Jak to wyjdzie zobaczymy. Już kiedyś próbowałam, odpadały mi palce, może gitara była do reszty badziewna, bo teraz jakoś palce nie bolą na tyle, żeby odpuścić 🙂

Ogólnie dużo się zmienia… książki się zmieniają, podejście się zmienia, smaki się zmieniają… Idzie nowe. Nowe w 2021 może być całkiem przyjemne i zdrowe!

Do usłyszenia i zobaczenia…

Comments (0)

Leave a comment

Your email address will not be published.